Warszawiak zakochany w Suwalszczyźnie. Poznajcie bliżej fotografa Krzysztofa Mierzejewskiego

Anna Gryza - Aneszko
Anna Gryza - Aneszko
Udostępnij:
Fotograf Krzysztof Mierzejewski urodził się 64 lata temu w Warszawie. I choć tam spędził większość życia, to dziś czuje się suwalczaninem, który całym sercem kocha swój region. Jednym pstryknięciem aparatu maluje piękne krajobrazy, które rozsławiają Suwalszczyznę nie tylko w kraju, ale także na świecie.

Zatłoczone miasto było jego codziennością, warszawska Praga – domem. Ale w wakacje już od najmłodszych lat uciekał z rodzicami czy babcią na wieś.

– Wieś była miejscem, gdzie sielsko mogłem spędzać czas i oderwać się od tego wielkomiejskiego życia. To szczęśliwe lata mojego dzieciństwa i młodości – przyznaje Krzysztof Mierzejewski.

Od najmłodszych lat uwielbiał nie tylko wieś, ale także malarstwo. Fascynowały go obrazy, uwielbiał na nie patrzeć.

– Próbowałem sam malować. Niestety, ręce nie bardzo chciały przekazywać moje myśli i wyobrażenia – śmieje się fotograf. – I pewnego dnia kolega zaprowadził mnie do swojego znajomego, który fascynował się fotografią. Tamten pokazał mi, jak się wywołuje zdjęcia. Przepadłem... – przyznaje.

Nastoletni wówczas Krzysztof z fascynacją śledził cały proces powstawania zdjęć – od wywołania negatywu do gotowej odbitki na papierze.

– Czerwone światło, ciemnia, powiększarka – to wszystko mnie oczarowało – wspomina. – Papier wkładamy do kuwetki z płynem i nagle pojawia się na nim obraz! Wtedy zapaliła się w mojej głowie żaróweczka, że to jest to, co chciałabym robić.

I nie była to tylko chwilowa fascynacja. Krzysztof odkładał każdy grosz z kieszonkowego, aby spełnić swoje marzenie i kupić aparat fotograficzny. Dwa lata później już sam mógł tworzyć niezwykłe obrazy. W ciemni spędzał każdą wolną chwilę.

Jego życie dzieliło się na dwie części – pracę zawodową, którą musiał wykonywać, by zarabiać pieniądze i to, co go fascynowało. Ukończył technikum mechaniki precyzyjnej. Po szkole przez pewien czas pracował w wyuczonym zawodzie, jednak serce wyrywało się do fotografii. Marzył, aby to ona stała się źródłem jego utrzymania.

– Miałem kilka swoich pierwszych wystaw, potem pomału zacząłem współpracować z gazetami i moje marzenie zaczęło się spełniać - opowiada.

Fotografował sytuacje związane z życiem miasta, z ludźmi, wydarzeniami. W latach 90-tych spełniło się kolejne jego pragnienie – zaczął pracę w laboratorium fotograficznym. Został nawet jego kierownikiem.

– Miałem świetną załogę, pracowało nam się doskonale. I robiłem to co lubię. Z fotografią miałem do czynienia przez cały dzień - uśmiecha się na samo wspomnienie. - A po pracy brałem aparat i jechałem w plener. Odpoczywałem od fotografii... fotografując - stwierdza.

Z aparatem przejechał całą Polskę. Często bywał na Mazurach.

– W okolicach Mrągowa, Mikołajek – wspomina. – A tam dużo lasu, dużo wody i dużo tematów dla mnie - uśmiecha się do wspomnień.

Do Suwałk po raz pierwszy zawitał w 1999 r., na zaproszenie właściciela dużego zakładu fotograficznego.

– Dość późno odkryłem Suwalszczyznę – przyznaje. – Zostałem wtedy oprowadzony po okolicach. Wiadomo, przybyszowi z dużego miasta trzeba było pokazać klasyczne miejsca – Suwalski Park Krajobrazowy, jezioro Wigry i okolice. Wspólna podróż żaglówką po tym jeziorze wystarczyła, by w mojej głowie zapaliła się kolejna żaróweczka, że chcę tu mieszkać! – opowiada.

Szybko podjął decyzję, że pożegna Warszawę i przeprowadzi się na Suwalszczyznę. Zapakował swój dorobek i z dnia na dzień zmienił swoje życie. Wiedział doskonale, że w Suwałkach znajdzie spokój i ukojenie. I tak się stało.

Świt, wschód, poranek

Krzysztof przez wiele lat fotografował głównie ludzi. Zajmował się m.in. fotografią ślubna, komunijną i okolicznościową. Jednak nie dawało mu to satysfakcji.

- Nie mogłem się w takiej fotografii realizować. Bo idąc na ślub wiesz, co i kiedy się wydarzy. Są to pewne schematy, żadnych zaskoczeń - opowiada.

Jak mówi, lubi fotografować ludzi, ale tylko wtedy, gdy między modelem czy modelką a fotografem narodzi się pewna „chemia”.

– Tylko wtedy wyjdą dobre zdjęcia, które będą ukazywać nie tylko fizyczne piękno danej osoby, ale także jej osobowość – tłumaczy.

Nie lubi też tradycyjnych sesji dla noworodków. Ustawiane zdjęcia poprzebieranych maluszków nazywa kiczem. On, kiedy realizuje taką sesję, spędza z młodymi rodzicami i ich pociechą cały dzień. I nie robi żadnych pozowanych zdjęć, tylko stara się uchwycić w kadrze ulotność pięknych momentów – karmienie, przytulanie, zabawy.

Największą satysfakcję przynosi mu jednak fotografowanie przyrody. Jak tłumaczy, takiego światła jak na Suwalszczyźnie nie znalazł nigdzie indziej w kraju. Za każdym razem suwalska natura go zachwyca i staje się idealną modelką.

– Na zdjęciach czasami to wygląda wręcz nienaturalnie, jakby słońce, chmury czy drzewa zostały doklejone do kadru. Tak piękna jest suwalska przyroda. To wszystko można tu zobaczyć na własne oczy. Tylko jest jeden warunek – trzeba wiedzieć, gdzie tego szukać i kiedy - opowiada fotograf.

Ulubioną porą Mierzejewskiego jest świt, wschód, poranek. Wówczas powstaje najwięcej zdjęć. Bo wtedy, jak tłumaczy, jest najlepsze światło, najciekawsze zestawienia barw. I, jak przekonuje, nie ma dwóch takich samych wschodów słońca, nie ma takich samych poranków. Wielokrotnie sam się o tym przekonał jeżdżąc w to samo miejsce przez kolejne dni. I za każdym razem jego portfolio powiększyło się o inne zdjęcia.

– Wydawałoby się, ot, po prostu świt, czerwone słoneczko wstaje, jest czerwone niebo. Ale to nie jest tak. Słońce jest za każdym razem inne, raz czerwone, raz różowe, raz fioletowe. Jednego dnia jest mgła, drugiego już jej nie będzie – wyjaśnia. – I na tle tej niezwykłej natury robię zdjęcia jeziora Wigry i klasztoru wigierskiego, jednak za każdym razem wyglądają inaczej. Właśnie przez to niezwykle zmieniające się światło.

Krzysztof podkreśla, że właśnie ta wrażliwość na światło jest w fotografii najważniejsza.

– Obraz maluje światło – mówi. – Fotografia z definicji to jest obraz malowany światłem. Jeżeli tego światła nie znajdziemy w kadrze, przyrodzie, to nawet jak fotografujemy jakieś najpiękniejsze miejsce, to zdjęcie wyjdzie smutne, bo aparat nie przeniesie atmosfery i niuansów barw.

W swoim plecaku nosi ponad 10 kilogramów sprzętu fotograficznego. Są to wymienne obiektywy i inne niezbędne akcesoria. Każdy wyjazd w plener to dla niego cały dzień fotografowania. Z takiej wyprawy przywozi około setki zdjęć, nad którymi później pracuje już w domu, przy komputerze, za pomocą specjalnego programu do obróbki zdjęć.

Operator kamery

Trudno mu wybrać jedno ulubione miejsce na mapie Suwalszczyzny. Te zależą od pory roku. Jesienią będzie to las, wiosną - łąki i sady w okolicach Wodziłek i Zamkowej Góry, latem – ukochane jezioro Wigry, a zimą – Suwalski Park Krajobrazowy.

Krzysztof pokazuje swoje zdjęcia w Internecie. Zachwycają mieszkańców całej Polski. Swoje fotografie wysyła również na międzynarodowe konkursy. W wielu prestiżowych zmaganiach został doceniony i wyróżniony.

- Czasem mam nawet wyrzuty sumienia, że może za mocno promuję nasz region - przyznaje. - Boję się, że fotografią zwabią tu tłumy turystów, a to zepsuje pejzaż. Bo jak się pojawiają turyści, to zaraz są wydeptane miejsca, śmieci i traci na tym cały krajobraz.

Unikalnych zdjęć Suwalszczyzny Krzysztof ma już na swoim koncie kilkadziesiąt tysięcy.

– I nie są to zdjęcia, na których jedno drzewo sfotografowane jest 50 razy – zastrzega. – Owszem, niektóre motywy się powtarzają, ale żadne zdjęcia nie są identyczne. To są wersje jednego miejsca, ale w innym oświetleniu, zrobione pod innym kątem - dodaje.

Z sentymentem powraca też do dawnej fotografii. Bo, jak mówi, kiedyś fotografowanie było tajemnicze. Nigdy do końca nie było wiadomo, jaki będzie efekt końcowy.

- Kiedyś zdjęcia to była magia. Nie wiem, czy gdybym dzisiaj zaczynał przygodę z fotografią, to poczułbym tę magię – zastanawia się. – Dzisiejsza fotografia jest z niej bowiem odarta. Aparat cyfrowy pokazuje nam natychmiast to, co zrobiliśmy. A kiedyś była adrenalina, bo wracając z pleneru do ciemni nigdy nie wiedziałem, z iloma dobrymi zdjęciami wracam - tłumaczy.

Swoją pasją do fotografii zaraził córkę. Ta chętnie korzysta z porad taty i robi coraz lepsze zdjęcia. W najbliższych planach mają wspólne, jesienne fotografowanie Suwalszczyzny.

Krzysztof Mierzejewski jest osobą rozpoznawalną w Suwałkach. Ludzie znają go jako wybitnego fotografa, ale także operatora kamery. Mierzejewski pracuje w lokalnym Radiu 5 i uwiecznia najważniejsze wydarzenia w mieście. Jak przyznaje, praca z kamerą również daje mu dużą satysfakcję. Ale prawdziwe spełnienie czuje mając aparat w ręku.

- Największym moim osiągnięciem fotograficznym jest to, że aż sto kilkadziesiąt moich zdjęć znalazło się w albumie wydanym na 300-lecie Suwałk - podkreśla.

A jedno jest pewne – fotograf z Warszawy zakochany w Suwalszczyźnie, jeszcze nie powiedział ostatniego fotograficznego słowa.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tylko u nas Tomasz Jacyków i jego InstaHistorie - skrót

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie