Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Protest mieszkańców Olecka. Żwirowni mówią: Nie!

hel
19 lutego w sprawie planowanej żwirowni odbyło się spotkanie burmistrza Karola Sobczaka z mieszkańcami miasta.
19 lutego w sprawie planowanej żwirowni odbyło się spotkanie burmistrza Karola Sobczaka z mieszkańcami miasta. H. Wysocka
Nie będziemy żyć w hałasie, spalinach i kurzu! – burzą się olecczanie. – Nigdy nie zgodzimy się na żwirownię, która zniszczy przyrodę i zrujnuje nasz spokój.

Oczekują, że burmistrz stanie za nimi murem i nie przyłoży ręki do tego, że z powodu żwirowni turystyczne miasto zamieni się w śmietnik. – Wstyd byłby ogromny! – dodają. – Pan będzie miał to na sumieniu.
Karol Sobczak twierdzi, że prywatnie też byłby przeciwny powstaniu żwirowni, ale jako burmistrz musi trzymać się prawa. A to nie pozostawia żadnej furtki.
– Jeśli nie wydamy zgody na wydobywanie kruszywa, to wyręczy nas w tym wojewoda i samorząd obciąży kosztami – tłumaczy. – A co gorsze, przedsiębiorca będzie mógł dochodzić w sądzie odszkodowania za utracone dochody.
Ale mieszkańców to nie przekonuje. Przypominają, że w przeszłości skutecznie zablokowali pomysł budowy chlew-ni i przyjęcia uchodźców. Teraz też będą walczyć o swoje.
– Amerykanie niszczyli góry, ale oni kopali złoto, a u nas jest tylko piach - argumentują. – Nie sprzedamy swojego spokoju i pięknych Mazur Garbatych za garść srebrników, które obiecuje inwestor.

Miały być domy i ścieżki

Żwirownia ma powstać na terenie miasta, niedaleko ulicy Leśnej. Ziemia jest w rękach prywatnych i pierwotnie miała być przeznaczona pod budowę domów, mało uciążliwe usługi, ścieżki rekreacyjne i miejsca widokowe. Trudno więc się dziwić, że w sąsiedztwie jak grzyby po deszczu wyrosły mieszkaniowe osiedla.
Tymczasem dwa lata temu lokalny przedsiębiorca wystąpił do marszałka województwa warmińsko-mazurskiego z prośbą o wyrażenie zgody na badania geologiczne, które miały potwierdzić jakiego rodzaju kruszywo tam się znajduje. Odwierty potwierdziły, że dobrej jakości.
– W ciągu dwóch lat, czyli do grudnia tego roku marszałek musi teren z zasobami kruszywa wprowadzić do studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania – informuje burmistrz Olecka Karol Sobczak. – Tak stanowią obowiązujące przepisy.
Ale studium to tylko kierunki zagospodarowania. Aby na działkę mogły wjechać koparki inwestor musi jeszcze uzyskać koncesję, a wcześniej decyzję środowiskową od burmistrza i tę ostatnią już posiada. Wynika z niej, że kruszywo będzie wydobywane na 15-hektarowej nieruchomości, a zasoby żwiru są ogromne, zostały oszacowane na 4285,174 tysięcy ton. Inwestor planuje kopać milion ton rocznie i - jak czytamy w decyzji - siedem dni w tygodniu, non stop. Kruszywo chce wydobywać przez dziesięć lat.
– W tej kwestii zmienił swoje stanowisko – prostuje Sobczak. – Deklaruje, że z wydobyciem upora się w ciągu czterech lat. Poza tym, maszyny będą pracowały tylko w dni robocze, na dwie, a nie na trzy zmiany.
Plan jest też taki, że urobek będzie wywożony przez wiadukt do Jasiek i tam zostanie poddany dalszej obróbce, w tym kruszeniu kamieni. Takie rozwiązanie ma ograniczyć emisję hałasu.
Z dokumentów wynika również, że inwestor będzie mógł kopać głęboko, na osiem metrów. Ale cztery ma zasypać w ramach rekultywacji wyrobiska. Poza zakończeniu prac działka będzie wykorzystywana na cele rolnicze.
– Chyba na potrzeby hodowli górskich kóz – ironizują olecczanie. – Innych zwierząt w 4-metrowym wąwozie raczej hodować się nie da.
Jest jeszcze argument finansowy, który może powodować, że niektórzy na planowaną żwirownię patrzą przychylniejszym okiem. Otóż, do miejskiej kasy wpłynie kilka milionów złotych. To opłata eksploatacyjna szacowana przez burmistrza Sobczaka na około 2,5 mln złotych, podatek od nieruchomości i pieniądze na inwestycje. Przedsiębiorca zapowiada, że na budowę infrastruktury przeznaczy około miliona złotych.

Na winniczka nikt nie patrzy

Oleccy urzędnicy uznali, że inwestor nie musi sporządzać oceny oddziaływania na środowisko. Choć w wyniku oględzin terenu stwierdzono, że żyją tam winniczki, a w pobliskiej dolinie – traszka czy kumak nizinny. Poza tym, ujawniono miejsca lęgowe skowronka i w sąsiedztwie złoża, w dopływie rzeki Legi ślady bytowania bobra europejskiego, który jest chroniony.
– Decyzja o tym, że inwestor nie musi wykonywać raportu wynika ze stanowiska Wód Polskich i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie – tłumaczy włodarz. – Obie odpowiedzialne za ochronę środowiska instytucje uznały, że nie dojdzie do jego degradacji.
Ale mieszkańcy nie dają temu wiary. Zauważają, że żwirownia zlokalizowana w niedalekiej odległości do lasu i jezior, a także od Obszaru Chronionego Krajobrazu Jezior Oleckich to nic innego jak dewastacja fauny i flory.
– W Jaśkach jest już żwirownia i z tego powodu w jeziorze Walulika znacznie obniżył się poziom wody – argumentują. – Nowe wyrobisko spowoduje nieodwracalne w skutkach osuszenie zbiornika. Czy o to nam chodzi? Czy to jest działanie ekologiczne, o którym tak dużo i głośno mówi się w mieście.
Decyzję burmistrza próbowało zaskarżyć Stowarzyszenie Partnerstwo Dzikie Mazury, ale bezskutecznie. Kolegium Samorządowe w Olsztynie uznało bowiem, że działacze nie mogą brać udziału w postępowaniu.

Miasto pokryje kurz

– A co z ludźmi? – dopytują olecczanie. – Kto pochyli się nad naszym losem?
Jeden z domów znajduje się zaledwie 130 metrów od planowanej żwirowni. Kilkaset metrów od wyrobiska jest szkoła, a niespełna pół kilometra dalej zlokalizowane są miejska plaża i sanatorium.
– Chyba dla desperatów? – kpią olecczanie. – Nikt nie będzie kurował się i wypoczywał w hałasie oraz smrodzie.
Kolejny argument jest taki, że tzw. róża wiatrów nacechowana jest wiatrami z kierunku zachodniego. A to oznacza, że spaliny i kurz zostaną przeniesione nad miasto i znacząco pogorszą jakość życia mieszkańców.
Protestujący przyznają, że pieniądze, które miastu oferuje inwestor nie są małe. Ale na sprawę trzeba patrzeć szerzej. Działająca w mieście przez kilka lat żwirownia wypłoszy turystów, wielu straci środki do życia. – Burmistrz twierdzi, że powstaną nowe miejsca pracy – dodają. – Podobno aż sześć, czy dziewięć, a dziesiątki jeśli nie setki żyjących z letników będą wyciągali rękę po pomoc. Czy o to właśnie nam chodzi?
Przeciwnicy żwirowni zbierają podpisy pod petycją i zapowiadają, że swoich praw będą dochodzić w sądzie. Sprawą chcą też zainteresować CBA.
– Zbyt wiele jest pytań bez odpowiedzi – argumentują. – Nigdy nie pozwolimy na to aby naszym kosztem ktoś się bogacił.

Zobacz koniecznie: Jesteś na L4? Spodziewaj się kontroli ZUS

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na augustow.naszemiasto.pl Nasze Miasto