Popłyną z Wigier do Bałtyku. By pomóc Przystani

Magdalena Siemińska
Magdalena Siemińska
- Trzeba być upartym i próbować pukać w każde drzwi, a gdy ktoś nam nie otwiera próbować ponownie, aż do skutku – mówi Daniel Danecki, który wraz z Jakubem Skrodzkim i Arkadiuszem Makowskim na początku maja wyruszy w 16 – dniową podróż kajakiem z Wigier aż do Bałtyku. Zaś ich wyprawie przyświecać będzie szczyny cel – wsparcie finansowe Społecznej Organizacji Przyjaciół Dzieci „Przystań” w Suwałkach.

Daniel rowerem ze Świnoujścia aż do Suwałk pokonał 1120 km odwiedzając przy tym 17 latarni morskich. Jakub to mistrz podróży autostopem, który w ubiegłym roku w ten sposób w ciągu 10 dni odwiedził Czechy, Słowację, Węgry, Serbię, Bułgarię oraz Rumunię śpiąc zaledwie 3 razy pod dachem. Z kolei Arkadiusz odwiedził ponad 20 krajów, jadł kacze jajo z zarodkiem na Filipinach oraz fokę i wieloryba na Grenlandii, zaś wszystkie swoje wspomnienia i doświadczenia spisuje na blogu. Teraz trójka młodych suwalczan ma przed sobą nie lada wyzwanie. Chcą wspólnie w ciągu 16 dni pokonać 1000 km kajakiem, wyruszając spod Klasztoru Wigierskiego, przepływając m.in. Czarną Hańczę, Kanał Augustowski, Biebrzę, Narew, Wisłę dopływając aż do Bałtyku. Co ważne wbrew pozorom ekspertami w pływaniu kajakiem jeszcze nie są, ale z pewnością po takiej wyprawie nimi się staną.

17 latarni morskich w 9 dni
Suwalczanin Daniel Danecki ma 35 lat i w chwili obecnej nie wyobraża sobie swojego życia bez aktywności fizycznej.

- Cztery lata temu kupiłem sobie rower, którym codziennie do pracy w Suwałkach w obie strony pokonywałem 30 km – opowiada. – Oczywiście to było dla mnie za mało. Dlatego w każda wolną niedzielę zamiast odpoczywać wstawałem o 5 rano i robiłem sobie treningi pokonując dziennie od 100 do 130 km. Choć inni mi się dziwili to naprawdę stało się moją pasją, którą na szczęście rozumie moja żona – śmieje się.
Trenował wraz z kolegą z którym rok później, a więc w 2017 roku postanowił rowerem pokonać Podlaski Szlak Bociani.

- W przeciągu 4 dni pokonaliśmy 600 km z czego 3 dnia aż 188 km! – wspomina z uśmiechem. - Dziś jestem z tego dumny, ale to były ciężkie dni, był straszny upał, mieliśmy poparzenia słoneczne, ale na szczęście udało nam się zrealizować postawiony cel.

Rower to nie jedyna z aktywności Daniela. Od czterech lat jest on także morsem podobnie jak Jakub. Można ich spotkać w każdy niedzielny poranek na plaży w Krzywem pod Suwałkami. To właśnie podczas takiego morsowania w 2018 roku w ich głowach zrodził się pomysł, aby kajakiem przepłynąć całą Czarną Hańczę, ale od źródła rzeki, które jest we wsi Jegliniszki aż do ujścia, czyli do Niemna na Białorusi.

- To był spontaniczny pomysł tym bardziej, że obaj z kajakiem wcześniej nic wspólnego nie mieliśmy – śmieje się Jakub. – Daniel wiele lat temu płynął kajakiem może z dwa razy, ja - cztery. – Ale jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy.
Suwalczanie nie pozwolili jednak, aby był to taki zwykły spływ kajakowy. Za jego pomocą chcieli wspomóc leczenie ciężko chorej córeczki swojego kolegi - Zuzanny. Dlatego osobiście znaleźli sponsorów, a otrzymane fundusze przekazali na rehabilitację dziewczynki.

Wyprawa trwała 4 dni, a suwalczanie mieli wówczas do przepłynięcia 155 km.

- Nie było to łatwe. Utrudnieniem był niski stan wody, kamienie, powalone drzewa i liczne tamy bobrowe – opowiadają. – Wielokrotnie musieliśmy nosić kajak, bo kompletnie nie dało się nim płynąć. Najgorzej było jednej nocy, kiedy okazało się, że zapomnieliśmy latarki, a wyznaczony przez siebie odcinek trasy chcieliśmy pokonać. Było wąsko, wszędzie wystawały kamienie i gałęzie drzew, a jeszcze do tego co chwila było słychać tylko plusk bobrzych ogonów. Na szczęście mimo trudności udało nam się wyjść z tej opresji bez szwanku, a dziś naprawdę z uśmiechem na twarzy to wspominamy.

Z kolei w sierpniu ubiegłego roku Daniel Danecki wyznaczył sobie kolejny nietypowy cel do zrealizowania.

- Z moim kolegą z którym dwa lata wcześniej przejechałem rowerem Szlak Bociani postanowiłem pokonać trasę ze Świnoujścia do Suwałk w ciągu 9 dni odwiedzając dokładnie wszystkie 17 latarnie morskie znajdujące się wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku. Trasa, która pokonaliśmy miała wówczas 1120 km – wspomina. – Dodatkowo przebiegała ona przez trasę Green Velo prowadzącą z Elbląga do Suwałk. Po każdym powrocie z takiej wyprawy ze zmęczenia mówię rodzinie, że to był ostatni raz, ale oczywiście tego słowa nie dotrzymuję, bo w głowie co chwila rodzą mi się kolejne pomysły.

Podróżuje autostopem i sypia pod gwiazdami
29 – letni Jakub Skrodzki od zawsze lubił sport, z wyjątkiem biegania. Dziś jednak przygotowuje się do przebiegnięcia swego pierwszego półmaratonu.

- Na samą myśl, że w szkole na wf-ie miałem przebiec 300 metrów robiło mi się niedobrze – śmieje się. – Dziś kiedy jest chwila w której nic nie robię zaczynam się źle czuć. Dlatego chodzę na siłownię, biegam, zimą morsuję i oczywiście jeżdżę rowerem, ale nie tak jak Daniel, który wyznacza sobie dni i kilometry, które musi pokonać, ja natomiast lubię jeździć sam. Pokonuję długie dystanse, ale daję sobie czas na zatrzymanie, zwiedzanie, zachwycanie się krajobrazem i miejscami w których jestem.

I tak np. w czerwcu ubiegłego roku w ciągu czterech dni pokonał szlak rowerowy R65 mający 440 km.

- Wybierając się w tę trasę nie myślałem, że będzie ona aż tak trudna. W trakcie jazdy okazało się, że w wielu miejscach nie było asfaltu tylko dziurawe żwirowe drogi, wąskie leśne ścieżki, naprawdę musiałem mieć w sobie dużo samozaparcia, aby ten szlak ukończyć – opowiada.

Jakub to też „mistrz” autostopu i marzyciel, którego właśnie marzeniem było spanie w samym śpiworze pod gołym niebem, co udało mu się spełnić w sierpniu także ubiegłego roku.

- Wybrałem się wówczas w 10 – dniową podróż autostopem z Suwałk – zaczyna opowiadać. – W ten sposób dojechałem do Czech, a następnie Słowacji, gdzie spałem śpiworze nad rzeką mając widok na Bratysławę. Następne były Węgry, a dokładniej Budapeszt – moim zdaniem najpiękniejsze miasto, jakie odwiedziłem w trakcie tej wyprawy – dopowiada z uśmiechem. – Następna była Serbia, Bułgaria i przejazdem Rumunia. Łącznie podczas całej podróży tylko 3 razy spałem pod dachem, a tak były to noclegi w śpiworze pod namiotem, pod gołym niebem, ba nawet jedną noc spędziłem za jedną ze stacji benzynowych. Kręcą mnie właśnie tego typu przeżycia dostarczające mnóstwa adrenaliny. Nigdy przecież nie wiem, co przyniesie mi kolejny dzień, gdzie trafię, dokąd dojadę, kogo spotkam, gdzie będę spał, co zobaczę.

Jakub dodaje też, że nie trzeba się absolutnie obawiać takich wypraw.

- Przede wszystkim można w ten sposób poznać wielu wspaniałych ludzi i przeżyć cudowne i niezapomniane przygody – mówi. - Kierowcy ciężarówek zawsze chętnie podwożą autostopowiczów, aby móc z nimi porozmawiać, wówczas szybciej mija im trasa.

Co jest najgorsze? – Wydostanie się z centrum dużych miast. Trzeba wtedy korzystać z transportu miejskiego – wyjaśnia Jakub. – Nie licząc przejazdu pociągiem w Serbii był to jedyny środek transportu za który podczas swojej podróży zapłaciłem.

29 – latek już zapowiada, że z pewnością sierpniowa podróż autostopem nie była ostatnią, a przed nim na pewno jeszcze wiele ciekawych tego typu wypraw pełnych, emocji, adrenaliny, niewiadomych i przede wszystkim nowych znajomości.

Odbywa smaczne podróże i o nich pisze
Trzeci z podróżników - Arkadiusz Makowski pochodzi ze Starego Folwarku, zaś w chwili obecnej mieszka i pracuje w Anglii. Do tej pory zwiedził ponad 20 krajów, a w podróżach towarzyszyły mu zawsze maskotki – żyrafy, zaś na podróż do Grenlandii postanowił zabrać suwalskiego misia UśMicha.

Jak sam o sobie mówi, jako dziecko był bardzo ciekawy świata. Więc, gdy tylko dorósł zupełnie spontanicznie kupił sobie bilet do Nepalu, gdzie poleciał całkiem sam.

- Miło ten wyjazd wspominam, choć nie będę ukrywał, że nie zawsze było przyjemnie – opowiadał nam kilka miesięcy temu Arkadiusz. – Najpierw ciężko było mi przywyknąć do ciemności spowodowanych brakiem prądu w pewnych godzinach, tłumów na ulicach, ciągle trąbiących skuterów i wszędzie unoszącego się kurzu.
Mimo to przeżył tam wiele przygód. Spróbował spływu kajakiem górskim, latał paralotnią, a także awionetką. – Ta z kolei lata świetności miała już dawno za sobą – dopowiada Arkadiusz.

Makowski nie jest w stanie określić ile dokładnie wszystkich podróży odbył w swoim życiu, na pewno było to ponad 20 krajów z czego bliżej poznał wspomniany Nepal, Kirgistan, Filipiny, Grenlandię, czy Indonezję.

Na Filipinach bardzo smakowało mu jedzenie. Nigdy nie zapomni smaku kurczaka z limonką i ryżem oraz balutu, a więc kaczego jaja z 12-16 dniowym zarodkiem ugotowanym na twardo, które jego zdaniem tak naprawdę tylko źle wygląda. Skosztował też innych przystawek takich jak suszone ryby, czy papki ze zmielonych solonych ryb.
W Kirgistanie wiele emocji dostarczył mu niebezpieczny przejazd przez góry Fergańskie, zaś po Grenlandii spodziewał się najcięższej podróży, ale ta okazała się być tą najlżejszą.

- Najlepiej wspominam jazdę psim zaprzęgiem, połów halibuta na kutrze rybackim i pływanie między górami lodowymi – informował nas.

Skosztował tam też foki, wieloryba, a także woła piżmowego. Dotąd we wszystkich podróżach towarzyszyły mu maskotki – żyrafy, które następnie przekazywane były innym podórżnikom. Zaś na Grenlandię zabrał ze sobą suwalskiego misia UśMicha.

34 - latek prowadzi także bloga pn. „Smaczne podróże” na którym umieszcza liczne zdjęcia i opowieści ze swoich wszystkich wypraw. Makowski założył go po powrocie z podróży do Nepalu, bo zwyczajnie trudno było mu każdemu ze znajomych opowiadać o swoich przeżytych przygodach. Jak sam twierdzi, nieświadomie stworzył swój własny pamiętnik, do którego często wraca.

Arkadiusz w minione wakacje w Muzeum Wigier w Starym Folwarku postanowił zorganizować festiwal podróżniczy na którym jednym z prelegentów był Daniel Danecki.

- Już wtedy zaczął mi się rodzić w głowie pomysł, aby odbyć kolejną podróż kajakiem w szczytnym celu. Początkowo miało to być z Wigier do Wisły. O moim pomyśle oczywiście wiedział już Jakub i byliśmy nawet na etapie wstępnych planów i przygotowań. – Podczas festiwalu opowiedziałem Arkowi o naszym pomyśle, a on za dwa tygodnie zadzwonił i powiedział, że jedzie z nami!

1000 km kajakiem do Bałtyku
Od tamtej pory trójka podróżników zaczęła intensywne przygotowania do kolejnej, tym razem wspólnej wyprawy.
- Naszym planem był spływ kajakowy z Wigier do Wisły, ale rozmowa z byłym już dyrektorem Wigierskiego Parku Narodowego Jarosławem Borejszą zmotywowała nas do popłynięcia jeszcze dalej – mówią. – Zasugerował nam, że przecież możemy płynąć aż do Bałtyku.

- Od września zbieramy fundusze na rzecz Społecznej Organizacji Dzieci „Przystań” w Suwałkach, a dokładnie na pilnie potrzebny remont znajdującej się w budynku łazienki – wyjaśnia Daniel Danecki. – Od dziecięciu lat pracuję w pobliżu tej placówki, codziennie widzę jak wiele dzieci do niej uczęszcza i na jak dobrą opiekę mogą w niej liczyć. Nie mogło być inaczej zdecydowałem się pomóc temu miejscu i tym dzieciom i cieszę się, że moi koledzy poparli ten wybór.

Do placówki uczęszcza ok. 65 dzieci w wieku od 5 do 18 lat pochodzących z rodzin ubogich, dysfunkcyjnych, czy też wielodzietnych w których niestety, ale często pojawia się alkohol. Dzieci te codziennie otrzymują w niej ciepły posiłek, mogą liczyć na pomoc w odrabianiu lekcji, wsparcie pedagogiczne i psychologiczne. Dzieci też wspólnie wychodzą na basen, uczestniczą w wielu ciekawych zajęciach, bawią się, a kiedy są zmęczeni to zwyczajnie odpoczywają, ale mając przy tym upragniony spokój.

W „Przystani” co jakiś czas przeprowadzane są niewielkie remonty. Tak np. w ubiegłym roku kibice suwalskich Wigier odremontowali pomieszczenie magazynowe placówki, własnymi rękami, przekształcili w salę do ćwiczeń i sportów walki. Teraz swoją „cegiełkę” dołożą Daniel, Jakub i Arkadiusz.

- Pukamy do drzwi miejscowych firm i instytucji, mówimy o naszej wyprawie, że organizujemy ją w szczytnym celu i zwyczajnie szukamy dobroczyńców, którzy zechcą wpłacić datki na konto „Przystani” – opowiada pomysłodawca wyprawy. – Nie jest to proste, wiadomo, że wielokrotnie słyszymy odmowy, a nawet jeżeli ktoś deklaruje wpłatę to okazuje się, że później i tak jej nie ma. Często kilkukrotnie musimy dzwonić, pisać maile, przypominać się, ale dziś już wiem, że nie można się poddawać. Trzeba pukać w każde drzwi i przede wszystkim być upartym, a na pewno da to efekt. Pozyskaliśmy już kilkunastu sponsorów – zarówno firm jak i osób prywatnych, zebraliśmy już pewną sumę pieniędzy, ale liczymy, że znajdą się jeszcze tacy, którzy zechcą wesprzeć nasza inicjatywę i przede wszystkim wspomóc dzieci i rodziny, które los niestety bardzo doświadczył. Podkreślamy, że pieniądze są przelewane na konto „Przystani”, a do nas nie trafia nawet „złotówka”.

Suwalczanie w zamian za wsparcie „Przystani” oferują m.in. promocję firmy i instytucji na swoim funpage’u na Facebooku „Z Wigier do Bałtyku płyniemy dla Przystani”, a także naklejenie logo firmy na trzech kajakach, którymi będą płynąć, czy też wzmiankę o firmie na blogu Arka „Smaczne Podróże”.

16 – dniowa wyprawa z Wigier do Bałtyku rozpocznie się 9 maja i wyruszy spod Kamedulskiego Klasztoru Wigierskiego w Wigrach o godz. 8. Co ważne, szczęśliwej podróży kajakarzom życzyć będą wówczas wychowankowie suwalskiej „Przystani”.

Trasa, którą mają do pokonania podróżnicy przebiegać będzie przez Wigry, Czarną Hańczę, Kanał Augustowski, Biebrzę, Narew, Wisłę i zakończy się w Bałtyku. Kajakarze dziennie muszą pokonywać około 60 – 70 km. Tylko dzięki temu ich spływ trwać będzie 16 dni, a kajakarze nie przekroczą urlopów, które otrzymali w swoich miejscach pracy.

Czego się najbardziej obawiają?

- Najtrudniejszym etapem naszej wyprawy z pewnością będzie pokonanie Kanału Augustowskiego, gdzie będziemy musieli omijać śluzy i przenosić kajaki. Trudnością mogą być też labirynty Biebrzy i dotarcie w porę do zaplanowanego miejsca noclegowego – wyjaśniają. – Jednak najbardziej obawiamy się Wisły, bo na niej może nas spotkać dosłownie wszystko, nawet sztorm, ale miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Daniel, Jakub i Arkadiusz intensywnie przygotowują się do tej wielkiej wyprawy oraz w dalszym ciągu poszukują sponsorów, którzy chętnie dorzucą swoją cegiełkę na rzecz pomocy dzieci z „Przystani”. Każdy, kto chciałby to zrobić musi odnaleźć ich funpage na Facebooku „Z Wigier do Bałtyku - płyniemy dla Przystani” i do nich napisać, a oni udzielą wszystkich informacji oraz wskażą jakie są progi wsparcia dla potencjalnych dobroczyńców.

Podatek od kamperów już od lipca

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie