Po tragicznym wypadku na DK8. Mieszkańcy Studzienicznej są w żałobie po śmierci proboszcza

Helena Wysocka
Helena Wysocka
Kuria Ełcka
Był niezwykle wrażliwy i nie potrafił przejść obojętnie obok ludzkiej tragedii – tak mieszkańcy Studzienicznej mówią o byłym proboszczu. – Uśmiechnięty, życzliwy, z dobrym słowem dla małego i starego. On kochał ludzi i zwierzęta. Miał wiele planów, za wcześnie odszedł.

Studzieniczna, niewielka podaugustowska wieś w żałobie. Mieszkańcy wciąż nie mogą pogodzić się z myślą, że były, 50-letni proboszcz nie żyje. Zginął tragicznie 29 lipca, w drodze do Białegostoku. Samochód, którym podróżował duchowny na prostym odcinku drogi zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z ciężarówką. Ksiądz Pietuszewski, który najprawdopodobniej jechał do lekarza zginął na miejscu.

– Pewnie zasłabł – przypuszcza pani Anna, która pracuje w przykościelnym kiosku. – Był bardzo schorowany.

Duchowny pochodził z podsejneńskich Berżnik. Miał tytuł doktora, był dyrektorem wydziału Duszpasterstwa Ogólnego Diecezji Ełckiej, koordynatorem fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, które wspierało zdolnych i pochodzących z ubogich rodzin dzieci. Pracował w Augustowie, Ełku, Piszu, Kolnicy, a od sześciu lat był proboszczem i kustoszem Sanktuarium w Studzienicznej oraz kapelanem tutejszych leśników.

– Zawsze wśród ludzi, zawsze skory do pomocy – opowiadają we wsi. – Dużo pracował, dbał o parafię i parafian. Mógł być wzorem dla innych duchownych.

Dodają, że wiadomość o śmierci wstrząsnęła nie tylko miejscowych ale też turystów. Wielu z nich, którzy mieli kontakt z proboszczem dopytuje o wypadek ze łzami w oczach.

Kościelny mówi, że czas pracy ks. Pietuszewskiego w Studzienicznej można podzielić na dwa etapy. Przez pierwsze trzy lata uwijał się jak w ukropie – remontował, naprawiał, organizował różne wydarzenia, by przyciągnąć wiernych i pielgrzymów do świątyni oraz planował kolejne inwestycje. Ale około trzy lata temu podupadł na zdrowiu.

– Diagnozy nie było z rok – dodaje pan Tadeusz. – A gdy w końcu lekarze ją postawili, proboszcz załamał się.

Pandemia też zrobiła swoje. Studzieniczna opustoszała, kościół świecił pustkami. Proboszczowi trudno było pogodzić się z tym, że modli się do pustych ławek. Od czerwca ks. Arkadiusz przebywał na urlopie zdrowotnym. Podobno, za jakiś czas, miał być przeniesiony do innej, mniejszej parafii. Do Studzienicznej przyszedł nowy proboszcz.
– Nie, nie załamał się– przekonują miejscowi. – Miał świadomość tego, że w parafii jest ogrom pracy, a jemu brakowało sił i nie wiadomo jak szybko by je odzyskał.
Informacje dotyczące pogrzebu mają być znane jutro.

Sztuczna inteligencja “nie radzi” sobie z hejtem?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
sondor
Prawdopodobnie jechał do lekarza - taki nie powinien siadać za kółkiem, od tego jest publiczna komunikacja. Druga sprawa-jak tak był szanowany to dlaczego sam prowadził auto a nie jeden z parafian. Zacznijcie w końcu myśleć, bo istnieje takie powiedzenie - nie wszystko co się świeci jest złotem!!!
Dodaj ogłoszenie