Gm. Lipsk: Rodzi się jajeczny biznes. Na Wielkanoc, na Boże Narodzenie

msi
Towarzystwo Przyjaciół Lipska
Udostępnij:
Nie każdy umie pisać pisanki, więc członkowie Towarzystwa Przyjaciół Lipska znaleźli na to sposób. Zaczęli szyć torebki, ubrania i czapki, a nawet robić pierścionki i wsuwki z motywem... pisanki. Marzą o tym, aby stały się one tak znane, jak stroje góralskie!

Lipsk to niewielkie miasteczko w otulinie Biebrzańskiego Parku Narodowego, graniczące z Białorusią, położone w odległości ok. 80 km od Białegostoku. Pierwsze wrażenie, jakie przychodzi na myśl, gdy wjeżdża się do tej miejscowości, to zdumienie, że miasteczko jest tak wspaniale zagospodarowane, a na podwórkach domów panuje idealny porządek. Być może dlatego, że mieszkańcom od najmłodszych lat wpajane było poszanowanie i dbałość o tradycję, które przełożyło się na dbałość o otoczenie.

Właśnie, mówiąc o tradycji nie sposób nie zapytać, czy jest w naszym kraju ktoś, kto nie słyszał o lipskich pisankach? Aby poznać ich historię oraz tajniki produkcji, spotykamy się z panią Barbarą Tarasewicz, twórczynią ludową, pisankarką i instruktorką ds. folkloru, która o pisankach może mówić godzinami.

Kopa pisanek dla kolędników

– Lipsk jest największym ośrodkiem pisankarskim na terenie województwa podlaskiego – opowiada z uśmiechem. – To właśnie tutaj bardzo długo zachowały się tradycje związane z obrzędowością Wielkanocy.

Jedną z nich było np. chodzenie kolędników wielkanocnych - wałakonników, po tzw. wołoczebnej lub wołokaniu. Tacy chłopcy przychodzili do domów, gdzie mieszkały piękne panny i oczekiwali od nich podarunków w postaci pisanek.

– Każda dziewczyna w okresie wielkiego postu była zobligowana do tego, aby w oczekiwaniu na kolędników co najmniej kopę ich napisać – mówi pisankarka. – Poza tym pisanki wręczane były jako wołoczebna, czyli podarunek wielkanocny przez rodziców chrzestnych dla chrześniaków. Także grupki młodych dziewcząt, które przybiegały do gospodyń, mogły być obdarowane pisankami.

Lipskie pisanki od ponad 200 lat nie zmieniają się po względem wzorów. Na każdej z nich pojawia się słoneczko będące symbolem Boga. Jest także jodełka, zwana w regionie dzieraszką, przypominająca liść palmy z niedzieli palmowej, kiedy to Pan Jezus wjeżdżał do Jerozolimy. Pojawiają się na nich także gwiazdki, kłosy i kwiatki, czyli to wszystko, co otaczało człowieka, bo to właśnie natura była inspiracją pisankowych wzorów. Zaliczane są do nich także sabacze łapki, przypominające odbicie psiej łapy na śniegu, czy bocianiuczki tworzone na kształt bocianich dziobów. Na jajka przenoszone są również tradycje sztuki ludowej, takie jak np. koronki z kropek i różnego rodzaju szlaczki, których inspiracją były ręczniki ludowe.

– Niektóre pisankarki twierdzą, że na pisance powinno się znaleźć to, co jest na niebie i na ziemi – dodaje pani Barbara.

A co z kolorem pisanki? Dawniej były one barwione wyłącznie farbami naturalnymi. – Najbardziej tradycyjne pisanki to te biało - czarne i żółto - czarne. Czarną farbę uzyskiwano z kory olchy. Inne naturalne barwniki to: kora dębu, która dawała odcienie brązu i cebulak – opowiada. – Próbowano też barwić jajka w oziminie, pączkach listków i suszonych płatkach kwiatów. Warto dodać, że jajka malowano także w starym żelazie i te właśnie uznawane są za najcenniejsze.

Dopiero po II wojnie światowej, w latach 60., zaczęto używać farb, które tkaczki wykorzystywały do barwienia dywanów dwuosnowowych.

Lipskie pisanki wykonywane są techniką batikową, polegającą na naniesieniu na jajko rozgrzanego wosku. Wzory powstają głównie z kropeczek i kreseczek. Opisanie jajka woskiem trwa ok. 15 minut, ale wypracowanie go w kilku kolorach jest już pracochłonne.

– Każde jajko trzeba wziąć do ręki siedem razy. Najpierw należy wydmuchać jego zawartość, wypłukać, osuszyć, nanieść wzory i kolory zaczynając od barw najjaśniejszych a stopniowo przechodząc do ciemniejszych – zdradza artystka.

Obecnie pisanki robione są na wydmuszkach, ale kiedyś pisankarki musiały dźwigać nawet po 300 gotowanych jajek i wieźć je do białostockiej cepelii. Zrezygnowano jednak z tego, ponieważ jajka nie zawsze dojeżdżały na miejsce w całości.

W Lipsku realizowany jest bardzo ciekawy projekt. Związany jest on z pisanką

– Wydmuszki nie dość, że są lżejsze, to jeszcze – spadając na panele, czy wykładzinę – nie tłuką się tak szybko, jak jajka gotowane – opowiada ekspertka.

Dawniej twórczynie ludowe miały zamówienia nawet na około 3 tys. pisanek w sezonie. Co więc robiono z tak licznie wydmuchaną zawartością?

– Pamiętam jak mama co drugi dzień smażyła nam jajecznicę – wzdycha z uśmiechem pani Barbara. – Robiła kotlety z jaj, piekła ciasta. Dosłownie wszędzie, gdzie tylko było to możliwe, jajka były dodawane. Teraz zaś na bieżąco, kiedy tylko są do czegoś w kuchni używane, od razu pozostawia się wydmuszki.

Pani Barbara pisanki wykonuje od 50 lat, po około 200 - 300 rocznie.

Jaja spod ręki lipskich pisankarek trafiały na wiele polskich jarmarków i do muzeów, a także do Japonii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Australii. Zostały nawet podarowane papieżowi Janowi Pawłowi II, zaś w 2007 roku doczekały się swojego lokum w postaci Muzeum Lipskiej Pisanki i Tradycji w Lipsku.

Szyć będą nawet dzieci
W gminie Lipsk dzieci od najmłodszych lat uczą się pisania jajek. Można powiedzieć, że nie ma tam takiej osoby, która by choć raz w życiu tego nie robiła. Nie da się jednak ukryć, że nie wszystkim pisanie idzie tak idealnie, jak by się chciało.

Na pomysł co zrobić, by temu zaradzić, wpadli członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Lipska, którzy napisali projekt noszący nazwę „Moda na pisankę” i wysłali go do Narodowego Centrum Kultury. Wraz z twórczyniami ludowymi opracowali elektroniczną wersję wzorów lipskich pisanek.

Spotykamy się z Moniką Kobeldzis, Agnieszką Boruch, Joanną Trochimowicz, Izabelą Wróbel i Janiną Ciwonik ze Stowarzyszenia Przyjaciół Lipska, które opowiadają nam o swoim pomyśle: – Tkaniny z pisankowymi wzorami wydrukowałyśmy w specjalnej firmie i zaczęłyśmy z nich szyć nasze małe dzieła – mówią z entuzjazmem.

W ich kolekcji znajdują się: torebki, poduszki, kosmetyczki, szaliki, czapki, sukienki, kominy, spódnice, bluzki, a także przypinki z napisem „I love Lipsk”, wsuwki, pierścionki i bransoletki. Mało tego, nawet na swoich paznokciach umieszczają motyw pisanek! Te wzory przenoszą gdzie tylko się da.

Mieszkańcy gminy Lipsk mają piękny ogród w którym mogą odpocząć. Stoworzyli go własnymi rękami [ZDJĘCIA]

– Nie umiałyśmy od razu szyć – mówią. – Maszyny się nam psuły, a nitki plątały, ale byłyśmy uparte i chciałyśmy się tego nauczyć. Dziś możemy powiedzieć, że szycie to nasza pasja, a każda z nas zakupiła sobie własne maszyny.
Ich dzieła dostrzegli mieszkańcy całej Polski, którzy je chętnie zamawiają i kupują. Mało tego, interesują się nimi także mieszkańcy innych krajów i różnego rodzaju instytucje.

– Zarobione pieniądze inwestujemy w kolejne materiały i tworzenie następnych przedmiotów – mówią artystki z Lipska. I zapowiadają, że nie zamierzają poprzestać na wykonywaniu poduszek, torebek, czy ubrań, bo w głowach mają już mnóstwo nowych pomysłów: – W planach mamy także notesy, magnesy, kubki, breloki – zdradzają.
Co więcej, planują też zakupienie maszyn do szycia dla małych dzieci, które są znacznie wolniejsze od tych „dorosłych“, a przede wszystkim bezpieczniejsze.

– Nasze dzieci już razem z nami uczą się szyć i sprawia im to ogromną satysfakcję – cieszą się mieszkanki Lipska. – Zresztą, to również będzie nawiązanie do naszych tradycji, bo dawniej dzieci razem ze swoimi mamami malowały woskiem pisanki, a nasze będą szyć pisankowe ubrania – śmieją się.

Projekty je uzależniły

Panie przyznają, że pisanie projektów na różnego rodzaju inicjatywy je... uzależniło!
– Nim jeden projekt skończymy, to już zaczynamy kolejny– śmieją się. – Obecnie realizujemy projekt noszący nazwę „Pisankowym szlakiem”.

Będzie to gra terenowa, polegająca na poszukiwaniu na terenie Lipska dziesięciu małych pisanek (o wysokości ok. 30 cm) i jednej dużej (o wysokości 3 metrów!). Każdy uczestnik będzie musiał w wyznaczonych miejscach wykonać jakieś zadanie, a na koniec otrzyma nagrodę inspirowaną oczywiście lipską pisanką.

Impreza inaugurująca projekt odbędzie się prawdopodobnie podczas zbliżających się wakacji.

Ale „pisankowe biznesy“ to nie jedyna działalność lipszczanek. Panie wraz z 40 innymi członkami Stowarzyszenia Przyjaciół Lipska organizują też rodzinne warsztaty pieczenia pierniczków oraz pikniki i rajdy rowerowe (poświęcone np. pamięci ofiar pacyfikacji wsi Jasionowo), w których z roku na rok bierze udział coraz więcej osób także z Sokółki, Dąbrowy Białostockiej czy Białegostoku. W ramach projektów uporządkowano też teren przy Lipskim Ośrodku Lokalnej Aktywności i zasadzono tam kwiaty. W planach jest też stworzenie mobilnej aplikacji na telefon, w której zawarte zostaną informacje o lipskich bohaterach.

Nade wszystko jednak lipszczanki marzą, aby wykonywane przez nie piękne ludowe produkty stały się tak samo popularne, jak te łowickie, kaszubskie czy góralskie...

Produkty wykonane przez członków Towarzystwa Przyjaciół Lipska można będzie kupić na kiermaszu Majowe Bąki, który 1 maja odbędzie się w Augustowie, a także na różnego rodzaju letnich kiermaszach w województwie podlaskim.

Tu oglądasz: Uwaga kierowcy! Są nowe znaki drogowe

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie